Depresja polodowcowa 1


Miniony weekend był ostatnim spędzonym w sanockim klimacie… Sobota obfitowała w pokazy taneczne i lodowe, które były niesamowite, a niedziela zleciała nam na ogarnianiu tego:

bielizna znaleziona w łyżwie – bezcenne

A było to tak:

Pokazowa Sobota

8:40 – sreberka zaczynają ostatnie zajęcia taneczne. Powtórka układu Raggi i Latino do Shakiry, bioderka popracowały. Na koniec bollywood, po którym Magda stwierdziła, że Sheile są już gotowe do pokazu

10:00 –ostatni trening na lodowisku z Anią (rittberger, piruet odchylany, siadany, cyrkle, kroczki, trójki)

O 13:45 zaplanowane były pokazy taneczne. Do tego czasu kilka prób wywijania shava-shava, chusty na biodra, bransolety na nadgarstki, grube kreski na powieki i lecimy na parkiet sali gimnastycznej.

(Większość zdjęć i filmów tego wpisu jest walleyowego autorstwa. Dziękuję za zgodę na ich tutaj udostępnienie.)

Oprócz naszego haremu w pokazach wzięli udział między innymi:

  • Bad Boysi : „I’m sexy and I know it”.  !

  • Żywiołowy duet: Ania i Kate, Beyonce “Run the world (girls)”.  Ania szacun! Pamiętaj o zażywaniu bromu

  • Liryczna grupa złota: Sóley „Pretty Face”. Naprawdę super Wam to wyszło, wzruszyłam się oglądając.
  • Dziewczyny z Raggą do Diana King – „Shy guy”

  • Iza i jej przepiękny baletowy popis.

  • Pokaz taneczny do Beyonce- „End of time”.

Po tańcach obozowa ekipa ruszyła na obiad. Trochę nam go było mało więc doprawiliśmy się trochę w Grosarze krówką w bułce:

O godzinie 17 – free skating – czyli godzina lodu dla nas i hulaj płoza rolby nie ma

Po swawolach na tafli poszliśmy do Nobo na kawę, a o 19.15 zaczęły się lodowe pokazy! RE WE LA CJA ! Kto nie widział na żywo niech żałuje, zdjęcia i filmy nie odzwierciedlaja niestety atmosfery z trybun…

Jak to jest zrobione, czyli UFO wersja demo:

A tu coś z serii inspiracje Dream Teamu : 

Jedni twierdzą, że w kosmosie istnieje życie, a jedni, że nie istnieje…

Jedni twierdzili, że Dream Team w tym roku nic nie knuje, ja wiedziałam, że szaleje ;D

Tajna narada tuż przed zagłada:

moja mina po wejściu do toalety:      O.O

Po wspaniałych pokazach kolacja i chwila przy drinku.

Depresyjna niedziela

Miałyśmy autobus dopiero o 17:20, więc dużo czasu na pożegnanie i pakowanie : bielizna znaleziona w łyżwach – bezcenne 🙂 Pizza w Ankarze i w drogę. Wysiadka 3:42 we Wrocławiu.

Powrót z Sanoka to zawsze stypa roku. Dzisiejszy dzień minął bardzo ponuro, dobrze że jest grupa posanockiego wsparcia depresji, która przybyła dziś do mnie na ulicę Sanocką z shakiem waniliowym, by łączyć się w bólu po utracie dostępu do tafli przy pizzy.

Ania, Lila, Ula jesteście boskie. „Leżę sobie na basenie na leżaku, jem suchą bułkę z Sanoka, a tu telefon… „

Następne relacje z cięcia tafli już za dwa tygodnie. 6 sierpnia wyruszamy do Giżycka !  A do tego czasu – bieganie, rozciąganie, joga, rolki – ojj marny substytut.

Dziewczyny kiedy kolejna „stypa” ?

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Depresja polodowcowa