Dlaczego mnie tak bolą ramiona? Bo to dzień trzeci !


Nie ma czasu robić zdjęć podczas treningów, a gdy się z nich wraca to nie ma się już siły, by pisać, ale jednak staram się co nieco uwiecznić 🙂
Wczoraj lirycal jazz (dużo ekspresji i wczuwania się w muzykę z przesłaniem) dziś ragga coś na bazie jamajskiej muzyki z domieszką reggae i dancehall do najlepszej nuty na świecie:

było świetnie… ale już nie mogę doczekać się sobotniego bollywoodu !

Wczoraj na imitacji kombinacje pojedynczych toeloopów dziś salchow i rittberger. Uff !

Na porannym lodzie głębokie wypady, trójki skakane, salchow, piruety…

Nasza srebrna grupa została okrojona i mamy w niej o poranku aż cztery osoby wliczając w to naszą trenerkę . Znów prawie jak indywidualne. Git, wyczuwam postępy.

Ramiona i klata bolą bardziej niż nogi i trudno jest np. zdjąć koszulkę.

Wieczorową wczorajszą porą jeszcze mały stretching na holu przy lodowisku uskuteczniliśmy, a później po kolacji była mała analiza nagrań z treningów <deprecha>

Trener mówił jedno zdanie : nie umiecie jeździć dranieeeee…

Pogoda nawet dziś dopisała (nie licząc porannego deszczu), więc trening wszechstronny odbył się na stadionie, były biegi, truchty, sprinty, ćwiczenia na koordynację i na koniec brzuszki na zielonej trawce. Na wieczornym lodzie próby toeloopa i twizzli + kroczki rittbergerowe, szlifowanie przekładanki… i jeszcze dużo, dużo fajnych smaczków, jak to mówi Ania, przed nami do ogarnięcia. Po treningu lodowym poszłyśmy z Gosią i Magdą do restauracji NoBo, gdzie czekał już na nas smoczek Tabaluga  z zamówioną kawką i ciastem, przesmakowite zakończenie wycisku w doborowym łyżwiarskim towarzystwie.

Kolejny dzień aktywnego wypoczynku dobiega końca… Już prawie półmetek. Nieeeeeee!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *