Jej plan jest prosty – rozpromować łyżwy!


O tym, że dobrzy trenerzy uciekają za granicę, że sytuacja treningowa w Polsce jest tragiczna i, że każdy klub najchętniej zjadłby konkurencję w walce o klientów. Napisała Na tafli o tym wszystkim, o czym niechętnie się dziś mówi. Może jednak trzeba poruszać te drażliwe tematy i próbować coś zmienić?

Agnieszka Cybulska – założycielka i instruktorka Warszawskiej Międzyuczelnianej Sekcji AZS Łyżwiarstwa Figurowego. Ta grupa powstała ze zdenerwowania, że łyżwiarzy amatorów traktuje się gorzej, ale przede wszystkim z pasji i dla pasji !

Czemu wszyscy tak bardzo gonią za zawodami? Przecież łyżwiarstwo figurowe to sport nie tylko opierający się na rywalizacji. To także piękno, sztuka artystyczna, pokazy, teatr na lodzie, występy…

Miałam ciarki, jak czytałam… Sytuacja łyżwiarstwa w Polsce skłoniła Agnieszkę do działania i choć było jej niebywale trudno, postawiła na swoim! Szczerze polecam napisany przez nią artykuł, który być może wzbudzi trochę kontrowersji, ale też zmusi do konstruktywnych wniosków.

WARSZAWSKA MIĘDZYUCZELNIANA SEKCJA AZS ŁYŻWIARSTWA FIGUROWEGO

DSC_8025Wychowałam się na lodzie. Miałam 4 latka kiedy mama (instruktorka zresztą) pierwszy raz zaprowadziła mnie na taflę. Podobno weszłam na lód i pojechałam.

Nie dane mi jednak było trenować wyczynowo, mama nie chciała mnie zapisać do jedynego wtedy profesjonalnego klubu „Marymont”, chociaż bardzo chciałam. Trenowałam w zwykłej szkółce, jedynie w wakacje rodzice dawali mi co jakiś czas możliwość pojechania na obóz z wyczynem. Dopiero gdy pojechałam na taki obóz jako osoba dorosła zrozumiałam, dlaczego mama podjęła taką decyzję i że nie jedynym argumentem przeciw był fakt, że trzeba będzie dowozić dziecko na lód dwa razy dziennie.

Czy żałuję decyzji mamy? Nie wiem. Może tę jedną jednostkę życia chciałabym zamienić. Ale życie nie składa się z oddzielnych jednostek. Więc jeśli zazdrościmy komuś czegoś  – trzeba zadać sobie pytanie czy na pewno zamieniłabym całe swoje życie na życie tego kogoś? Nigdy. Cieszę się że łyżwy to moja pasja, ale też że miałam okazję trenować wrotkarstwo figurowe, taniec towarzyski, jeździć konno, skończyć szkołę muzyczną, szaleć co ferie na nartach i snowboardzie, dostać się na medycynę (chociaż za nią akurat niekoniecznie przepadam 😛 ) i wiele, wiele innych. Trenując wyczynowo prawdopodobnie nie miałabym takich możliwości.

Im bardziej dorastałam tym coraz bardziej zaczęłam zauważać jak bardzo przeżarty złem od środka jest łyżwiarski światek. Zaślepiona pogoń za wynikami na zawodach, za pieniędzmi, fałszywość. Że każdy klub najchętniej zeżarłby konkurencję w walce o klientów, zawodników, skrawek choćby lodu i pieniądze jakie z tego płyną. Zamiast razem iść do przodu i wspólnie walczyć o lepsze łyżwiarskie jutro oni dosłownie zjadają się od środka. W Warszawie są cztery kluby wyczynowe i trzy amatorskie (głownie dla przysłowiowych „dreptaczy” i z cenami dla mnie, studenta, niemal kosmicznymi), plus kilka hokejowych i curling. Bo trenerzy kiedyś się pokłócili, każdy chciał mieć swoją działalność i na tym zbijać kasę. Sami soliści, nie ma w ogóle par sportowych, tanecznych, synchronu. Nie ma miejsca gdzie lepsi amatorzy (potrzebujący treningów kilka razy w tygodniu z profesjonalnymi trenerami) mogliby trenować za przyzwoitą cenę. I to ma być stolica???

Że wreszcie sytuacja treningowa w Polsce jest gorzej niż tragiczna. Dla rolkarzy nie ma ani jednej zadaszonej hali, jest jedno lodowisko pełnowymiarowe prawie całoroczne w Warszawie, gdzie ceny sięgają kosmosu, a i tak lód jest wykupiony od bladego świtu do późnych godzin nocnych i w ten grafik nie da się szpilki wcisnąć. Ślizgawek jak na lekarstwo i bardzo zatłoczone. Mnóstwo sezonówek na których trenować się nie da bo stan lodu często woła o pomstę do nieba, a obsługa krzyczy za byle podniesienie nogi czy element inny niż jazda w kółko i przekładanka. Że tak naprawdę dobrzy trenerzy uciekają za granicę tak szybko jak tylko mogą – tych co zostali można by na palcach liczyć, więc nie trudno się domyśleć że są bardzo rozchwytywani. I dostępni głównie dla wyczynu, dla amatorów zostaje im już niewiele czasu.

IMGP8644

O właśnie, następna rzecz której pojąć nie mogę  – czemu wszyscy tak bardzo gonią za zawodami? Przecież łyżwiarstwo figurowe to sport nie tylko opierający się na rywalizacji. To także piękno, sztuka artystyczna, pokazy, teatr na lodzie, występy…

Przez lata w mojej głowie kiełkowało mnóstwo pomysłów jak to wszystko zmienić. Wszyscy w koło tylko narzekają jak kiepska jest sytuacja łyżwiarzy w Polsce. Ale ja tak nie potrafię. Wiem, że od narzekania nic się nie zmieni. Nie lubię siedzieć z założonymi rękami i czekać aż ktoś odwali za mnie robotę. Więc trzeba działać. Mój plan był prosty – rozpromować łyżwy. Jeśli więcej osób się dowie, że nie trzeba jeździć od dziecka by jeździć naprawdę pięknie, więcej osób zarazi się naszą pasją, więcej osób zobaczy jaka to wspaniała zabawa – więcej osób też zacznie posyłać swoje dzieci do profesjonalnych klubów i zaczną tam trenować tylko tych którzy naprawdę mają do tego predyspozycje a nie każdego kto się zgłosi (a tak jest teraz). I że może w końcu doczekamy się mistrzów w tej dyscyplinie (jeśli zawody serio są takie ważne). Że wreszcie może dzięki temu ktoś z góry zauważy problem małej ilości lodowisk, przełamie „kolesiostwo” i monopol Torwaru i że może w końcu w stolicy i w Polsce będzie więcej lodowisk i będzie można trenować cały rok….

Aby zrealizować ten plan potrzebowałam swojego „dream team’u” – ekipy, która będzie równie zakochana w łyżwach jak ja i będzie w stanie równie wiele poświęcić. Ekipy, którą będę mogła poprowadzić do boju. Do boju o lepsze łyżwiarskie i rolkarskie jutro!

Od pomysłu, od wkurzenia…

Jak to się zaczęło? Pomysł stworzenia sekcji padł podczas jednego z połyżwowych wieczorków, kiedy siedzieliśmy z Bartkiem Zommerem oglądając kolejny film z motywem, a jakże, łyżew. Mieliśmy dość tego, że amatorów traktuje się o wiele gorzej niż zawodowców (nawet tych zawodowców którzy zakończyli karierę w gimnazjum, a więc na podwójnych skokach – które co lepszy amator skacze), i to pod każdym względem, czy to pod względem dostępności lodu i trenerów, czy nawet jeśli chodzi o trenowanie dreptających dzieci. A przecież nic bardziej mylnego! My nie jesteśmy gorsi, wręcz przeciwnie nawet, jako instruktorzy mamy o niebo większą przewagę od większości instruktorów „po wyczynie” z jednej prostej przyczyny – łyżwy to nasza pasja, rozwijamy i doszkalamy się cały czas, każde wakacje i wolne poświęcając na poszukiwanie lodu, obozów, szkoleń, łyżwiarskich nowinek. Tym drugim się zwyczajnie nie chce, zwykle dla nich praca instruktora jest sposobem na zarobek. I tyle. Zwykle – bo oczywiście nie można generalizować, są i tacy którzy robią to z pasji, tak samo jak są i amatorzy, którzy łyżwiarstwa uczyli się tylko z filmików na youtubie i profesjonalnie doszkalać się nie chcą, nie mają pieniędzy albo czasu. Ale takich osób jest zdecydowana mniejszość.

Zirytowani podejściem, brakiem lodu i treningów postanowiliśmy coś zrobić dla dobra łyżwiarstwa w Polsce. Pokazać że amatorzy też potrafią!

Dodatkową motywacją dla mnie był post, który się pojawił zupełnie niezależnie ode mnie na facebookowej grupie mojej uczelni: „szkoda, że w ramach AZS nie ma łyżwiarstwa figurowego!” Szkoda? Czyli nie tylko ja bym chciała taką sekcję? No to do dzieła!

icewum2

Trudne początki…

W prowadzeniu własnej działalności byłam zielona jak jabłuszko na wiosnę. AZS poprowadził mnie za rękę, rozlicza rachunki, pomaga naprawdę bardzo i dzięki niemu sekcja nie jest komercyjnym klubem (ja sama jestem pracownikiem AZS i zarobek mam tylko za prowadzenie treningów) – ale drużyną sportową która działa dla promocji dyscyplin łyżwiarsko-rolkarskich.

Aaale, nie wszystko tak różowo od razu.

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz poszłam z pomysłem do szefa AZS WUM, ten spojrzał na mnie jak na kosmitę. „No powiedz Aga, ile kosztuje godzina lodu na Torwarze?” – spytał na zebraniu szefów sekcji AZS. „Nooo, 800zł…” – odparłam. „I ona chce żeby powstała sekcja łyżwiarstwa figurowego i żebym ja jej za ten lód płacił!”

Stało się oczywiste, że sam WUM nie da rady pociągnąć tej sekcji, a nie jest też w stanie stworzyć sekcji płatnej, ani takiej, w której na lód zrzucałyby się różne uczelnie Warszawy (które zresztą bardzo sceptycznie podchodziły do tego pomysłu). Ale nie poddawałam się, kombinowaliśmy jak konie pod górę. Powstała petycja, na której podpisało się przeszło 200 studentów różnych uczelni, że cudownie by było, jakby taka sekcja powstała, że to nie tylko moje widzimisię, ale marzenie wielu osób i, że z takiej sekcji może być naprawdę wiele korzyści.

Szef AZS WUM zauważył mój upór i, że to nie jest tylko słomiany zapał. Skierował mnie do Szefa AZS na całą Warszawę. Tam też nie od razu, ale dopiero po pewnym czasie uznano, że może jednak warto spróbować. I tak powstała pierwsza w Polsce Sekcja AZS Łyżwiarstwa Figurowego. Płatna, zbierająca studentów ze wszystkich zakątków Warszawy ale co najważniejsze – powstała!

Nie koniec kłopotów…

Prawdziwym wyzwaniem było znalezienie lodu na którym będziemy mogli trenować. Na Torwarze jednak nie znalazło się dla nas miejsce, a że jest to jedyne zadaszone pełnowymiarowe lodowisko w Warszawie – pozostały te sezonowe. Tylko tu też był kłopot. I co z tego że sezonowych lodowisk w Warszawie jest pełno skoro na żadnym praktycznie nie ma jak trenować? Bo albo lodowisko należy do miasta i wynająć się go zwyczajnie nie da, albo ślizgawki kończą się o 22:00 i zanim przeczyszczą lód, to treningi byłyby już w nocy, albo lodowisko odkryte, a przy deszczu kapiącym na głowy trenować ciężko, albo lód zniszczony na tyle, że potrzeba by chyba tygodnia żeby go naprawdę wyrównać, albo życzą sobie 500zł za wynajem na godzinę lodowiska wielkości jednej tercji, gdzie na raz może nas trenować może kilkanaście osób… Powodów całe mnóstwo, a każdy szef lodowiska sprawiał wrażenie jakbyśmy byli upierdliwymi intruzami i żeby tylko nas się jak najszybciej pozbyć. Nie wierzyłam własnym oczom i uszom. No jak to, chce się wynająć taflę, zapłacić pełną stawkę i jest z tym taki kłopot?

DSC_8029

Grudzień 2013 – pierwsze treningi

W końcu po wielu pertraktacjach udało nam się wyprosić jedno z lodowisk sezonowych. Dwie tercje, koszty do przełknięcia, stan lodu również (chociaż ideału nie ma i przeczyszczony na mokro przed treningiem lód to wielki rarytas zdarzający się od święta), treningi raz w tygodniu ( i jakieś 10-12 na sezon, zależy jak długo jest zimno), ale nie poddajemy się i dzielnie trenujemy, od grudnia 2013, już drugi sezon. Szef AZS WUM udostępnił nam salę gimnastyczną, jesienią i na wiosnę zmieniamy łyżwy na rolki (na których wbrew pozorom da się bardzo dużo zrobić), jedyny ból że musimy na nich trenować „pod chmurką”. Mimo bardzo małej ilości treningów, a dzięki specjalnemu, odpowiednio ułożonemu programowi ci, którzy trenują z nami od początku radzą sobie już z podstawowymi piruetami, przejściami krawędziowymi, spiralami i pojedynczymi skokami krawędziowymi.

Mimo niewielkiej reklamy chętnych jest sporo. W sezonie 2014/15 sekcja tak bardzo nam się rozrosła, że nie dałam rady prowadzić jej sama i potrzebowałam drugiego instruktora. Wybór był prosty – Michał Szyszka, wychowanek MKŁ Libella z Lublina, przyjechał do Warszawy na studia rok wcześniej, uczy się na tej samej uczelni i kierunku co ja. Ogromne pokłady miłości do łyżwiarstwa, pasji, a do tego świetne podstawy techniczne i podejście jako instruktor – wszystko to sprawiło że nie miałam żadnych wątpliwości z kim chcę współpracować. I nie żałowałam swojej decyzji.

Do tego występy, pokazy… Otwarcia lodowisk, WOŚP i cykl happeningów który rozpoczęliśmy występem na warszawskiej Starówce w grudniu 2014. A w wakacje 2015 chcemy jechać na nasz pierwszy obóz!

AZSowe show, dream team, finansowe blokady i walka o lepsze jutro

DSC_8143Stawiamy na oryginalność. Każdy z naszych występów jest jedyny w swoim rodzaju. Dziewczęta jeżdżące synchronicznie podświetlone światełkami LED, ciekawe tematyczne stroje, elementy grupowe, parowe i solowe, ciekawa choreografia. Mam już swoją cudowną ekipę, swój dream team, który wytrwale dąży do celu jak ja, niejednokrotnie trenując do pokazów w tłumie ludzi lub w środku nocy na lodowiskach na drugim końcu miasta. Team, który potrafi poświęcić naprawdę wiele i swoim zaangażowaniem wynagradza mi te wszystkie stresy i problemy, z którymi ciągle spotykam się prowadząc sekcję.

 Pomysłów w głowie na dalszy rozwój i na oryginalne występy mamy całe mnóstwo, najbardziej brak tylko jednego – pieniędzy. Bo przecież co z tego, że jest pomysł jak uszycie sukienek kosztuje, skonstruowanie LED też. Marzy mi się taka sytuacja że idę do sklepu, i kupuje na fakturę wszystko, czego nam potrzeba by zrealizować pomysł na show nie martwiąc się o każdą wydaną złotówkę. Żeby dziewczyny miały dwa, a nie jeden trening w tygodniu i na ogrzewanej pełnowymiarowej hali, a nie na kiepsko przeczyszczonym lodowisku gdzie temperatura jest jak na zewnątrz więc zwykle poniżej zera.

Nie wiem, co mi się uda osiągnąć i czy uda mi się tymi działaniami poprawić sytuację łyżwiarstwa i rolkarstwa w Polsce. Ale jeśli nie spróbuję, nigdy się nie dowiem.Więc żeby się o tym przekonać pozostaje jedno – nie poddawać się i dzielnie robić swoje. Mimo wszystkich przeciwności losu (a jest ich naprawdę sporo) iść wytyczoną wcześniej drogą i dzielnie walczyć o lepsze łyżwiarskie jutro.

Agnieszka Cybulska,

założycielka i instruktorka

Warszawskiej Sekcji AZS Łyżwiarstwa Figurowego

P.S. Jeśli jesteście ciekawi naszej sekcji, chcecie dołączyć do nas, chcecie z nami współpracować lub wesprzeć naszą działalność – zapraszamy na naszą stronę internetową.

A w dziale „OBALAMY MITY” znajdziecie jeszcze trzy wypowiedzi podopiecznych Agnieszki.

Kasia, Magda i Gosia napisały kilka słów o tym, jak zaczęła się ich miłość do łyżew TUTAJ. Dobrze, że mogą pielęgnować swoją pasję w sekcji!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *