Lód po giżycku 2


The best trip ever! To chyba najlepsze podsumowanie naszego wypadu do Giżycka! Wpis o tym wszystkim dopiero dziś, ponieważ ślub naszych przyjaciół i przygotowania do przeprowadzki odciągnęły mnie trochę od rzeczywistości. Pisałam na forum, powtórzę i tutaj:

IMG_1673

Dziękuję za ogniska przyjeziorne, kajak na trawie, show na lodowisku między szafkami, pyszne obiaaaady, prawo dżungli, czarne historie i dixit, bezcenne komentarze do olimpiady, odkręcanie mojego piruetu (tu szczególnie Jurkowi), żółty most (Ewie i Magdzie), szynkę przedziału i kota na widłach (Aga rządzisz), relaks w jeziorku w wykonaniu Moni, dramatyczną kapustę tututu!

Nie mogę doczekać się wizyty w Krakowie…

Wyjechałam z Wrocławia po północy i na 3 w nocy dotarłam do Katowic, gdzie czekałam na przesiadkę na pociąg bezpośredni do Giżycka, wokół mnie leżeli i dogorywali ludzie wracający z Woodstocku. W Warszawie dosiadły się Krakowiaki szalone, których szukałyśmy po całym pociągu z Agnieszką wracającą z wesela (torba gigant na zwłoki ) , ale w końcu trafiłyśmy na ten przedział, w którym się rozsiedli i podróż minęła nam dość męcząco przez panujący za oknem upał i fakt, że żesmy do Giżycka przez Białystok się cisnęli!!! Ale doborowe towarzystwo osłodziło wszelkie niedogodności.

DSC01937
IMG_1789

Warunki domku jaki wynajęliśmy – komforcik total. Lokalizacja boska, pod nosem jeziorko. Pan właściciel zabronił nam zabijać kapciem komarów na ścianach pod groźbą niezwrócenia nam kaucji, więc dzielnie zabijaliśmy latające dziady w rękach:P Telewizorek- wieczorne oglądanie olimpiady zapewnione. Choć pogoda lekko nie dopisała, bo nie było dnia, żeby nie padało to jednak żabami nie rzucało i nie były to opady bezustanne, tak, że i kąpiel w jeziorku i wypad na kajaczki z parą żółtych wiosełek zaliczyliśmy wzorowo (wskoczyłby mi do tego, patrz jaka franca!)

Giżycko jako miasto ma swój niesamowity portowy klimat. Przedostatniego dnia wypadu zorientowałyśmy się z dziewczynami, że nie ma w nim Rynku! 🙂 Ludzie mili, a szczególnie kierowcy, bo zawsze zatrzymywali nam się przed pasami. Droga z domku, w którym mieszkaliśmy na lodowisko trwała ok 30-40 minut, trochę  się drałowało, ale ten długi marsz był dla nas rozgrzewką przed treningiem:) Zwiedzając wieżę ciśnień i patrząc na miasteczko z góry dopiero zobaczyłyśmy z Magdą i Monią, jaki my hektar przemierzaliśmy, żeby dotrzeć na lód:) Ale czego to się nie robi z miłości do Łyżew. Przemierzyliśmy w końcu całą Polskę.
Giżyckie lodowisko jest wspaniale przygotowane, obsługa i pracownicy obiektu jak do rany przyłóż! Rzadko spotykane aby rolbista pytał czy chcemy może puścić sobie własną muzykę podczas ślizgawki, albo żeby z troską pytał ile wody nam polać podczas czyszczenia lodu, bo mrożenie było przez moment wyłączone i teraz czas marznięcia tafli może się wydłużyć… Nie było też żadnego problemu, abyśmy przykładowo przez niecały tydzień trzymali nasze łyżwy i jakieś treningowe łaszki w szafkach przy lodowisku.

Pewnego dnia w całym mieście zabrakło prądu (wtajemniczeni wiedzą, że to pewnie rozwielitka przegryzła kable), ale najlepsze w tym wszystkim było to, że pomimo, że Magda z Monią nie zjadły przez to kolacji w restauracji, Ewę zaatakował hydrant, a my z Jurkiem po ciemnicy wracaliśmy do domku (tututu dramatyczna ciemność) to później zapaliliśmy świece i razem usiedliśmy przy stole i dało się poczuć taki wakacyjny, romantyczny klimat 🙂 Nie zapomnę też, jak ostatniego dnia mojego pobytu oglądaliśmy piękne rozgwieżdżone niebo… Ojj warto było przemierzyć taki kawał drogi dla tych wspaniałych chwil.

Nasza ekipa trafiła też pod koniec wypadu do twierdzy Boyen. 

Takie tam murki, broni mi brakowało,żeby się postrzelać jak w Call of Duty czy coś.

Trochę przeciążyłam prawe kolano i kuternóżką byłam, a kiedy wróciłam do Wrocławia okazało się, że winda nie działa i muszę się wtoczyć na 7. piętro. Prawo Murphy’ego 😛

Jak już podsumował Jurek:

calkowity koszt naszego wypadu do Giżycka – ~750-800 zl, w tym m.in.
– 2 prywatne godziny na lodzie
– dojazd i nocleg
– jedzenie: 4x na miescie 3x gotowane w domu
– 4-5 slizgawek

ogólnie bardzo się opłacało i koszty nawet z małymi i niezakładanymi wydatkami zmieściły się w bardzo akcetpowalnym przedziale.

Kochani łyżwiarze z Krakowa!

Dziękuję Wam za najlepsze wakacje w moim życiu, nie mogę się doczekać wizyty u Was:)

IMG_1827

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Lód po giżycku

  • theicyspace

    ze Spiską to jest przegięcie 🙁 No a piruet na razie to też dla mnie hardcore… dziwne rzeczy się dzieją wtedy w moich półkulach O.o ! Jaką sukienkę? bo jeśli chodzi o to czarne to spódniczka i top… + żółty golf 🙂

  • ula

    ale czaaaaaaad <3 cieszę się, że wypad się udał i nie mogę z tego odkręcania pirueta! ;O nie wyobrażam sobie nagle kręcić się w drugą stronę, masakra;p i w ogóle to jak już mają pełnowymiarowe lodowisko w tym Giżycku to mogliby klub założyć jakiś a nie. i boską masz tę sukienkę! <3 a co do Spiskiej to to chyba jakiś spisek…. :<