Łódzkie preludium obozowe 3


Ostatni weekend był dla mnie wyjątkowo chłodny. Spędziłam go aktywnie w doborowym łyżwiarskim towarzystwie. Postanowiliśmy w ramach rozgrzewki przed sanockim obozem wybrać się na super lód do Łodzi!

To była pierwsza moja wizyta w tym mieście, ale do tej pory moje wyobrażenie o nim nie było zbyt kolorowe.  Pewnie dlatego, że przez jego znak migowy, Łódź kojarzyła mi się  wyłącznie z czterema szarymi kominami :-).  Teraz mogę powiedzieć, że dłuuuuga i nafaszerowana knajpkami ulica Piotrkowska i Karska czyli okolice tzw. Manufaktury (największego obiektu handlowego i rozrywkowego W Polsce) są chyba najbardziej reprezentacyjnymi punktami miasta.

Podążając szlakiem rzeźb stojących na chodnikach (mijając Fotel Jaracza, Kufer Reymonta, Pomnik Lampiarza, spiżową Ławeczkę Tuwima, Fortepian Rubinsteina, stół twórców Łodzi Przemysłowej) trafia się na plac Wolności, gdzie króluje potężny pomnik Tadeusza Kościuszki. Jest też Miś Uszatek z brązu, Kot Filemon i Pingwin Pik-Pok , ale do dwóch ostatnich bohaterów niestety nie dotarliśmy :-).  Za to tak nagadaliśmy Uszatkowi, że aż zwiędło mu uszko.

Ciekawe, że Łódź jest Łodzią, a nie ma w tym mieście ani jednej rzeki. Okazuje się, że jednak są/były, ale jak to mówią: się zmyły. Przez to miasto przepływa aż 18 (!) rzek i strumieni, ale są one niewidoczne, bo płyną małymi ciekami wodnymi, w podziemnych kanałach. Ale przejdźmy już od stanu płynnego w stały stan lodowy:

zacna rzepkowa śliwa Agnieszki

zawartość damskiej torebki zawsze zadziwia 🙂

walka o podium

z serii na lodzie najlepiej stoję 🙂

lodowi muszkieterowie

game of shadows i niebezpieczny smoczek za mną

W łódzkiej „Bombonierce” planowo i zupełnie przypadkowo trafili na siebie łyżwiarze z Gdańska, Krakowa, Warszawy i Wrocławia, atmosfera była malinowo-figurowa :-). W sobotę zaliczyłam dwie ślizgawki w niedzielę pośmigałam już na trzech. W sobotę zaliczyłam jeden obiad, a w niedzielę zjadłam już dwa 🙂

Przepyszny makaron w oliwie ze szpinakiem i łososiem w Prowokacji

W sobotni wieczór wznieśliśmy toast za łyżwiarzy i „wieczne 5 osób na całej tafli”.

Dziękuję pewnemu żarłocznemu smokowi za cenne wskazówki i pokaz skoków na wysokim poziomie, a Pani „pokaż mi swoje DNA, a powiem Ci czym jesteś” za zmysłowe elementy Salsy wplecione w łyżwiarskie kroczki. Od siebie wymagam od dziś cierpliwości do trójek i skoków, tak dużej jaką w minionym sezonie miałam do moich piruetów.  Ech… chyba jednak moją specjalnością jest kręcenie :-).

Zmęczeni, ale zadowoleni ze świetnie spędzonego czasu na tafli i poza nią, dotarliśmy na peron nr 3, gdzie z równoległych torów odjechały w swoje strony dwa pociągi…

Za tydzień o tej porze widzimy się na drugim końcu Polski…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 komentarzy do “Łódzkie preludium obozowe