O tym, jak Wrocław „Figurował” w Toruniu! 1


Relacja Aleksandry Cal z obozu łyżwiarskiego w Toruniu  (8-14 lutego 2015)

DSCN2932Choć „Figurowanie” skończyło się dwa tygodnie temu, ogrom wrażeń i niesamowitych doświadczeń zdecydowanie musiał mi się uleżeć głowie, zanim mogłam cokolwiek napisać 🙂

Toruński obóz był pierwszym w moim życiu, stąd nie spodziewajcie się porównań do innych, organizowanych w kraju. Wybaczcie też, jeśli pojawią się tu nieco gorzkie refleksje na temat wrocławskiej tafli, zresztą poza wyjątkami takimi jak Łódź, Warszawa, Toruń czy Dębica można by pewnie zamiast Wrocławia podstawić Szczecin, Koszalin lub dowolne inne polskie miasto… Dobrze, że inicjatyw takich jak „Figurujemy” jest w Polsce coraz więcej, bo jest nadzieja, że coś nam w tym kraju jednak drgnie. Ale wróćmy do tematu. Jadąc tam nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać i trochę miałam pietra, czy dam radę, czy dobrze wykorzystam ten czas (bo w końcu te 1200 zł za tygodniowy obóz to niemało). Zastanawiałam się, czy fizycznie mnie to nie przerośnie…

W opisie wydarzenia można było przeczytać, że w ciągu tego tygodnia na dorosłych amatorów łyżwiarstwa figurowego czeka: 20 treningów na lodowisku (każde po 45 min) i
11 treningów na sali (każde po 45 min) ułożonych w wygodne bloki, wykwalifikowana kadra, komfortowe warunki lodowe, dobra zabawa, czy energetyczne przekąski między zajęciami.

Integracja całego środowiska łyżwiarzy „zrzeszonych” i „niezrzeszonych” bez niepotrzebnych podziałów

Opis zachęcający, ale prawda jest taka, że nawet w części nie oddaje on ani świetnej atmosfery tego tygodnia, przesyconej śmiechem i żartami osób uczestniczących (wśród których znaleźli się i tacy, co na obóz przyjechali i z Anglii 😉 ), ani ogromu zaangażowania trenerek, które ze świętą cierpliwością tłumaczyły, pokazywały, korygowały, a kiedy trzeba było zmotywować zmęczoną już ciut grupę – to i huknąć potrafiły, jak należy. Na marginesie – po raz pierwszy spotkałam osobę, potrafiącą huknąć z taką życzliwością! 😉 (Dziękujemy, Gosiu! :D). Pomysłodawczyni i organizatorka, Magdalena Dolska zadbała o każdy szczegół, włącznie z przepysznymi domowymi ciastami, których obecność w szatni, (choć może trochę wstyd się przyznać 😉 ), na niejednym treningu skutecznie motywowała mnie do wytężonej pracy… Kto wie, czy gdyby nie te smakołyki znalazłabym siłę na kolejne najazdy do Salchowa lub Rittbergera…

No, ale na obóz raczej nie jedzie się ze względu na ciasto. :0) Tuż po powrocie znajoma zapytała mnie, czego nowego się tam nauczyłam. I tu – zgryz. W pierwszym momencie pomyślałam, że właściwie wszystkie te beczki, łuki, trójki, kroczki, piruety czy skoki (no, może poza najazdem do flipa i choctawem), które pojawiły się na lodzie – niby były mi już znane. Zaraz potem pojawiła się refleksja, że tak naprawdę przed obozem nie potrafiłam dobrze pojechać żadnego z nich, nawet najprostszej przekładanki czy wyjazdu!

Wcześniej niby korygowano mi postawę, pokazywano prawidłowe odbicie, niby wygooglałam i przyswoiłam spory zasób teorii, ale… Okazało się, że samodzielne szlifowanie podstaw ma tyleż zalet, co i wad. Niewątpliwą zaletą jest fakt, że w ogóle się jeździ… Choć teraz już wiem, że bez dostępu do fachowej opieki – wielu rzeczy zwyczajnie nie da się zrobić poprawnie, bo czasem waży drobny ruch barkiem, o którym nigdzie nie da się wyczytać. Fakt, że te wyjeżdżone na lodzie godziny mozolnych ćwiczeń ułatwiają zrozumienie nowych i pomagają w ich wykonaniu. Jednak wadą wytężonej pracy bez czujnego trenerskiego oka jest ilość złych nawyków, których potem trzeba się oduczyć. Nieco frustrująca jest świadomość, że kiedy uczysz się z obserwacji koleżanek, które robią te same błędy – efekt może być tylko jeden. Z drugiej strony, choć szczęściarze mający w tym kraju dostęp do amatorskich klubów stanowią zdecydowaną większość wśród np. osób uczestniczących w zawodach, choć mają znacznie lepsze zaplecze techniczne, to właśnie dzięki obozom takim jak „Figurujemy” możliwa się nie tylko integracja całego środowiska „zrzeszonych” i „niezrzeszonych” bez niepotrzebnych podziałów, ale i swoista „migracja” porządnej, technicznej wiedzy, do miast, które praktycznie nie liczą się na łyżwiarskiej mapie Polski.

Byłoby cudownie, gdyby wraz z wiedzą mogła migrować również jakość lodu, bo ten na toruńskim Mentorze okazał się przedziwnie jakoś gładki, szybki i tak zupełnie inaczej trzymający krawędzie, niż znane mi wrocławskie lodowiska. Ale cóż, czasem świat jest silniejszy i jeździ się na Spiskiej, która wczoraj na przykład miejscami bardziej przypominała oblodzony na kamień stok narciarski. (Ze środka do bandy było z górki. Serio! Spróbuj na czymś takim scentrować piruet… 😉 )

O zwykłej kulturze jazdy w Toruniu też warto wspomnieć. Tor-tor, minimalnie tylko większy, niż Spiska – ma na ogólnej ślizgawce odgrodzony obszar dla początkujących i dzieci (można tu bezpiecznie stawiać pierwsze kroki, jeździć tyłem, czy ćwiczyć przekładanki), dzieciaki na dużej tafli są pod REALNĄ opieką dorosłych (którzy to dorośli potrafią powiedzieć im np., że zobacz, tu pani ćwiczy, jeździ dookoła więc środkiem przez to koło nie jeździmy…), hokeiści zwracają uwagę, by nie wpadać na figurówki i na odwrót, a co ciekawsze jest wystarczająco miejsca dla wszystkich, bo też i wszyscy uważają jakoś na siebie, w odróżnieniu od Wrocławia, gdzie nagminnie znajdzie się osoba, która MUSI snuć się próbując ćwiczyć totalnie nieprzewidywalną przekładankę równocześnie w lewo, prawo i na ukos akurat na CAŁYM środku i koniecznie musi wjeżdżać pod nogi wszystkim próbującym właśnie wejść w piruet lub oddać skok…

DSCN2882Dobry przykład podstawą sukcesu

Kolejną zaletą obozu w Toruniu była też pewna refleksja. Otóż zupełnie inaczej jeździ się w miejscu, gdzie na ogólnej ślizgawce ktoś obok, tak jakby od niechcenia wjeżdża na środek i na Twoich oczach skacze Axla, czy podwójnego Salchowa… Kiedy widzisz łatwość, z jaką byłe zawodniczki klubów wykonują te półtora czy dwa obroty, zaczynasz myśleć, że te Lutze, Axle a może i jakimś cudem podwójne być może naprawdę będą kiedyś w Twoim zasięgu, może nie za rok, czy dwa, ale… O tej niezwykłej roli  dobrego wzorca pisze również tutaj trenerka Marta Głuchowska Miśków.

Swoją drogą, zapewnione podczas treningów miejsce na lodzie, jego jakość i bezpieczne warunki pozwoliły nam, Wrocławiankom, oddać tam w ciągu pół godziny więcej skoków, niż tu w ciągu połowy sezonu… A trudne, techniczne elementy przestały być mirażem z telewizji, youtube’a, czy rosyjskojęzycznych portali, stając się osiągalnym w przyszłości efektem ciężkiej pracy i wielu ćwiczeń…

Następnym istotnym elementem „Figurowania” były zajęcia off-ice. Jeśli zaczynasz się interesować łyżwiarstwem figurowym na serio – wcześniej czy później sama/sam dostrzegasz, że nie da się osiągnąć pewnych rzeczy na lodzie, bez ćwiczenia siły, równowagi, skoczności czy zwykłego stretchingu. Znam przynajmniej kilka osób (i sama tak robiłam), które zestaw swoich ćwiczeń off-ice budują bez ładu i składu z pojedynczych filmików z netu. Efektywność takich ćwiczeń jest raczej znikoma, a ich przełożenie na umiejętności łyżwiarskie – w najlepszym razie losowe. Spora garść wiedzy na temat tego jak ćwiczyć postawę, równowagę, czy zwykłą siłę mięśni poza lodem, nawet w domowych warunkach – już teraz pomaga mi w codziennych zmaganiach z tym wspaniałym sportem.

Jednak tym, co było dla mnie najcenniejsze w całym toruńskim doświadczeniu, okazali się cudowni, zaangażowani ludzie, służący na obozie i poza nim niezwykle serdecznym wsparciem. To dzięki nim odważyłam się wystąpić na kończącej obóz małej gali ze szlifowanym od dawna programem i dzięki nim wiem już, że czas najwyższy zapisać się na pierwsze amatorskie zawody! Tak więc korzystając z okazji: Magdo, Gosiu, uczestniczki i uczestnicy IX edycji „Figurujemy” – przyjmijcie moje najserdeczniejsze podziękowania, za ten niezwykły czas! No i… Do zobaczenia, na dziesiątej, jubileuszowej edycji! 🙂

Aleksandra Cal


Kolejny obóz rusza 20 września. Szczegóły znajdziecie <<TUTAJ>>.

Jest możliwość (za dopłatą około 30 złotych za dobę) wynajęcia pokoju jednoosobowego jeśli jest taka potrzeba.
Szczególnie zachęcam do skorzystania z oferty promocyjnej rabat w wysokości 60 zł przy zgłoszeniu do 1 sierpnia wraz z wpłatą zaliczki min 300 zł. Czasu jest jeszcze sporo.DSCN3043


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “O tym, jak Wrocław „Figurował” w Toruniu!