„Renesans trzepaków” 4


Przerażają mnie opustoszałe podwórka…

Zwątpiłam dziś we wszystkich przeostrożnych rodziców i w dzieci uzależnione od ekranów. Ekranów komputerowych, telewizyjnych, kinowych, wpatrzonych w wyświetlacze swoich komórek. To tam teraz odbija się świat. Okno na podwórze zasłania się dziś roletą, aby światło nie odbijało się w ekranie komputera i nie przeszkadzało w odbiorze wirtualnej rzeczywistości…

Kiedyś dzieci od rana do wieczora przebywały na świeżym powietrzu, skacząc po drzewach i wykonując przeróżne ewolucje na trzepakach, co w oczach dzisiejszych rodziców jest niemalże otarciem się o śmierć. Brak pięknych, kolorowych zabawek, które teraz często nie mieszczą się w dziecinnych pokojach zmuszał do kreatywności, czyli gimnastyki mózgu. Dzisiejszy przeciętny przedszkolak czy uczeń szkoły podstawowej po powrocie do domu popołudnie spędzi gapiąc się w komputer lub telewizor, albo- o ile mieszka w większym mieście- w centrum handlowym.

Wszystkie zajęcia, z którymi dzieci miały na co dzień styczność jeszcze 15- 20 lat temu- np.: ćwiczenia wymagające utrzymania równowagi, kontrola balansowania ciałem, czyli wspomniane już skakanie po drzewach, „fikołki” na trzepakach, huśtawki z opon, teraz wykonuje się w gabinetach terapeutycznych (!)  Kiedyś, gdy żyło się bliżej natury, zmysły miały okazję doświadczać różnych bodźców. Dziś, dzieci potrzebują pomocy, ponieważ ich zmysły nie dostały odpowiedniej ilości bodźców, aby się odpowiednio rozwinąć – występuje nadwrażliwość na szorstkie lub łaskoczące tkaniny, sypkie czy kleiste konsystencje. Nieprawidłowo pracuje ręka, która do tej pory była starannie myta po każdym spacerze, na którym dziecko i tak było przestrzegane przed wszystkim, od czego mogłoby się ubrudzić. Tymczasem okazuje się, że to, co wydaje nam się niebezpieczne i czego chcemy unikać, jest jednym z czynników warunkujących poprawny rozwój.

Nie wierzę, że dziś już trzeba specjalnych sal terapeutycznych, żeby dziecko zaczęło normalnie się rozwijać.  W głowie się nie mieści, że trzeba na nowo przekonywać nadtroskliwych rodziców, że aktywność fizyczna ich dzieci wpływa na rozwój i świadomość własnego ciała.

Znam rodziców, którzy obchodzą się z tymi swoimi dziećmi jak z jajkiem. Nic nie wolno im robić, bo to niebezpieczne… Gotują dla nich  specjalne obiady (pokrojone w kosteczkę, bez przypraw, tiu tiu). Jak to dziecko ma się uodpornić na cokolwiek skoro od małego jest karmione sterylną paszą i każe się mu myć ręce co 5 minut?

Nic nie mogą robić, bo to niebezpieczne.  A niech pójdzie, niech się uderzy, niech wie czym to grozi, niech spróbuje, niech samo się nauczy!!! Zero łobuzerstwa dziś, od małego mają być grzeczne, najlepiej żeby siedziały cicho i nie przeszkadzały (w tym pomaga usadzenie takiego dziecka  przed telewizorem czy komputerem i ma się spokój na cały dzień).

Już lepiej chyba, żeby dziecko miało blizny od upadku z drzewa, niż garba od siedzenia przy kompie. Lepiej, żeby chwaliło się rówieśnikom jak daleko dorzuciło piłką, niż ilu ludzi udało mu się zabić w komputerowej gierce.

Będę teraz jak stara zrzęda, no ale ZA MOICH CZASÓW wychodziło się na podwórko, choć trzepaka na naszej Polnej nie mieliśmy, ani huśtawek, to zwykły pieniek ściętego drzewa był atrakcją, polem do manewru i rozwijał wyobraźnię (wyspa syren, scena, tajna baza, wróg) piaskownica była rajem (plaża, tor dla resoraków, miasto hipków z jajka niespodzianki, tajna baza).  Teraz, gdy przyjeżdżam na stare śmieci i patrzę na to  puste podwórko, na które nie wychodzą już dzieci, to mi żal…

zdjęcie zaczerpnięte z historii magicznego trzepaka, którą polecam przeczytać 🙂

ktoś tam zaczął pięknie wspominać stare czasy swojego podwórka i pod koniec  troszkę zrzędzić, tak jak ja;)

„Renesans trzepaków” to tytuł projektu przygotowanego na zajęcia z marketingu i PR przez moją koleżankę ze studiów, którego fragmenty pozwoliłam sobie za zgodą autorki przedłożyć (to te odznaczone znakiem cytatu)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 komentarzy do “„Renesans trzepaków”

  • Ania ;)

    ja uwielbiałam zabawy w bazę , budowanie czegoś i jazdę na rowerze (po kilka osób też).. no i oczywiście obozu harcerskie!
    Teraz wszystko zależy od rodziców, no ale czasami przez nich dzieci stają się bardzo bojaźliwe..

  • namiot

    (Usuń mój powyższy komentarz, za szybko mi się wysłało).
    Istniała jeszcze wtedy instytucja „murkowych mędrców” – siadało się na murku (lub w jakimś innym miejscu), machało nogami i roztrząsało największe tajemnice świata 😉