„Ruszaj się, ruszaj. Błogosławiony, który idzie…” 1


 Mknąć na rolach ciemną nocą, po środku pustych ciepłych ulic, na których ledwo zamarł wszelki ruch, a w uszach nieprzerwanie Coldplay – Clocks. Sunąć na łyżwach po gładkiej tafli lodu, czując na twarzy ten orzeźwiający pęd;biec znów ze swobodą przez park tą jedną konkretną alejką, wypunktowaną drzewami po obu jej stronach, z podniesioną głową; płynąć tak gładko pod wodą, aż do momentu, gdy już nie wystarcza powietrza… Ot ma mała eudajmonia! Prężność, żywiołowość, dynamika, energia! Ruch, ruch, ruch! A ludzkie ciało to najdoskonalszy pojazd, system mechanicznie doskonały. Lubię kręcić się, choćby nie miało to celu, jak maleńki atom potrzebuję wiecznego ruchu. Życie chyba polega na tym entuzjastycznym drganiu, którego rytmy wystukuje maleńki w piersiach motorek.  Jak w Biegunach Tokarczuk unikać postoju, z którego zrodzić się może zło.

Już prawie świta i czas wsiadać do pociągu, wysiadka w Gdańsku! 🙂


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “„Ruszaj się, ruszaj. Błogosławiony, który idzie…”