Wspomnienie sanockiej jaskini…


autor: zuz anna

Ale wiesz?  Jak się jest dalej, to każde spotkanie jest emocjonujące, bo naznaczone piętnem nietrwałości, konieczności zniknięcia, widmem śmierci! A jak coś już masz obok, to myślisz że masz to na zawsze, dlatego czasem przestajemy się starać albo nie gadamy – mieszkając pokój dalej. Ale najważniejsze to być i się spotykać na tej kamienistej drodze, nie? Albo na śliskim lodzie. Silna wola – kruchy lód. To jest jednak magia. Poczułam to wczoraj na Sanockiej, że było, jak było, a bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Ale te wszystkie akcje… Sesje zdjęciowe, sesje naukowe, śmiechy, przebieranki, piosenki sanockie, durne powiedzenia i czarne czwartki. Nie da się przejść obok tego obojętnie. To jest wielki kamień milowy naszych żyć. Sanocka.

A teraz, wyobraź sobie, że jak otwierasz tamte drzwi to one stukają o szafę, której z kolei odpadają drzwi. Zaraz widzisz stolik z naszymi szalikami i czapkami, dalej wiklinowe krzesło. Półotwarte drzwi do łazienki zza których wygląda pralka i żółta miska, a w kuchni znów ktoś gotował makaron z sosem albo kakao w mikrofali. Na stole cerata w krowę i dalej przy chlebaku czarno-białe puszki z Twoją herbatą. Ja podchodzę do swojej szafki, a wszędzie są mole i wyjadam płatki jogurtowe z musli z Biedry. A jak otworzysz drzwi na lewo, stojąc w przedpokoju, to zobaczysz materac na ziemi, będzie tam też toporne biurko, dobrze zamaskowane. A jak otworzysz kolejny pokój – zobaczysz dużo porysowanej podłogi i tuż pod lustrem: najwygodniejsze łóżko świata!

A jak się otworzy balkon i wystawi głowę, to wieczorem widać zjeżdżalnie Akwaparku, a na prawo SkyTower. Ale najpiękniej jest latem, kiedy przy zgaszonym świetle (żeby komary nie naleciały, bo się robi potem cmentarz), a właściwie gdzieś koło maja – otwierasz ten balkon i czujesz bzy, bo rosną niedaleko. A jak przychodzi lato, to wieczory są takie ciepłe i ta część Wrocławia jest taka spokojna.Wychodząc na klatkę, zgaśnie Ci światło, zanim winda przyjedzie. A w windzie chrupki dla psa – serdela z 10 piętra. Mikrokosmos Sanockiej i gołębie na parapecie w kuchni i to ,że ktoś nam ukradł wycieraczkę. A winda czasem psuła się w nieodpowiednich momentach. I to wracanie w nocy (…)

Kto by pomyślał, że w takiej zapuszczonej jaskini wydarzy się tyle… i wyjdą z niej tacy fajni ludzie, jak Ty i ja. Tylko, że życie nas trochę obdarło. Dostałyśmy w łeb po studiach emocjonalnie i egzystencjalnie. To było już tak dawno temu. Wczoraj przebiłyśmy Szulca i jego „Sklepy cynamonowe”, jak jeździł dorożką po mieście. To był trip widmo.

Za tymi drzwiami były nasze stare marzenia, szczęścia i smutki. Zamknięte na klucz, którego już nie mamy.

drzwi


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 komentarzy do “Wspomnienie sanockiej jaskini…

  • spajdi

    Ciekawa historia, fajnie się ją czyta, bo jest taka obrazowa, ale też i smutna, a raczej nostalgiczna, ale przynajmniej macie swoją Małą Ojczyznę, którą możecie tak wspominać…