Wywiad z Anną Rechnio


Anna Rechnio

Anna Rechnio

„Żadna z polskich solistek nie była tak wysoko sklasyfikowana w mistrzostwach świata jak Anna Rechnio. W 1998 roku zajęła piąte miejsce i naprawdę niewiele dzieliło ją od podium.”

(…)

Kariera Anny Rechnio była pełna wzlotów i upadków, być może powinna była osiągnąć jeszcze więcej niż stało się to jej udziałem.”

Fragmenty książki Piruetem przez historię Bogdana Chruścickiego i Jacka Żemantowskiego.

natafli.pl : Jest Pani najlepszą w historii polskiego łyżwiarstwa zawodniczką startującą w kategorii solistek i prawdziwą ikoną łyżwiarstwa figurowego w Polsce. Wielu ludzi wciąż kojarzy ten sport właśnie z Pani osobą. Dziś trenuje Pani młodych łyżwiarzy w Danii, czasem występuje też w różnego rodzaju show na lodzie, a czy zdarzyło się też Pani sędziować jakieś zawody? W jakiej roli (łyżwiarki/trenerki/showmenki) czuła/czuje się Pani najlepiej i dlaczego?

Anna Rechnio: Nie miałam przyjemności sędziowania, ale wydaje mi się , że to bardzo odpowiedzialna funkcja i naprawdę trudno czasami być obiektywnym. Dlatego nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Myślę, że pozostałe trzy role łyżwiarki/showmenki oraz trenerki łączą się pośrednio. Najpierw realizowałam swoje marzenia sportowe, później bawiłam się łyżwiarstwem i czerpałam z niego wiele satysfakcji oraz nauczyłam się wielu interesujących rzeczy. Teraz mogę pomóc realizować marzenia moich młodych adeptów.

Anna Rechnio Piruetem przez historie

Na pierwszej Olimpiadzie w Lillehammer w 1994 miała Pani zaledwie 16 lat i była wtedy jedną z najmłodszych łyżwiarek w swojej kategorii. Jak Pani wspomina to wielkie wydarzenie i przygotowania do niego? Czy mogła Pani wówczas liczyć na wsparcie rodziny, trenera, znajomych? Czy w Nagano było już łatwiej?

Igrzyska to specyficzne zawody i chyba z niczym nie da ich się porównać. Każdy sportowiec marzy, aby choć raz mieć szansę wzięcia udziału w tym wydarzeniu.

Szczerze muszę przyznać, że Igrzyska w Lillehammer wspominam bardzo miło, choć oczywiście byłam najmłodszą zawodniczką w polskiej ekipie i wszyscy traktowali mnie jak maskotkę. Z drugiej strony nie miałam żadnej presji, nikt nie oczekiwał ode mnie jakiegoś super rezultatu i dlatego myślę, że poszło mi wtedy tak dobrze. Igrzyska w Nagano były dla mnie ciężkim egzaminem, bo na MP przyjechałam bez trenera, a po nich zaczęła mnie prowadzić Pani Mirosława Brajczewska. Niefortunnie przed Świętami skręciłam nogę i naderwałam mięsień, więc na trzy tygodnie byłam uziemiona w gipsie i nie mogłam pojechać na Mistrzostwa Europy, aby sprawdzić się z pozostałymi zawodniczkami przed Nagano.

Przed Igrzyskami byłam w bardzo dobrej formie, ale niestety nerwy zjadły mnie całkowicie i występ był bardzo słaby. Same Igrzyska wspominam jednak bardzo, bardzo dobrze – poznałam wielu ciekawych ludzi, z którymi do tej pory utrzymuję kontakt.

Zawsze wspierali mnie moi rodzice. Jestem bardzo wdzięczna Pani Mirosławie Brajczewskiej, która nie zwątpiła we mnie po Igrzyskach i wspólną ciężką pracą pokazałyśmy, że stać nas na wiele – w tym samym roku zajęłam 5 miejsce na MŚ.

Czy pamięta Pani swoje pierwsze łyżwy i moment, w którym po raz pierwszy wybrała się Pani na lodowisko? Czy od początku wiedziała Pani, że zajmie się tym sportem zawodowo?

Pierwsze łyżwy dostałam pod choinkę od moich rodziców. Oczywiście, jak większość dzieci chciałam wypróbować mój prezent! Spodobało mi się i zaczęłam uczęszczać na zajęcia nauki łyżwiarstwa w weekendy na Gocławiu w hangarze lotniczym. Wciągnęło mnie łyżwiarstwo, więc rodzice zapisali mnie do szkółki na Torwarze, gdzie pod koniec sezonu był nabór do klasy sportowej. I tak się zaczęła moja przygoda. Nigdy nie myślałam, że łyżwiarstwo będzie tak dużą częścią mojego życia – bardziej rodzice. Zapisali mnie, abym nie wałęsała się w wolnym czasie , kiedy oni są w pracy. Kocham łyżwiarstwo i jest to moja wielka pasja, więc jestem szczęściarą , że mogę robić to, co kocham.

98w2106a

Czy jest Pani w stanie powiedzieć ile par łyżew „wyjeździła” Pani od początku swojej przygody z łyżwiarstwem figurowym? Co ile lat/sezonów musiała Pani wymieniać łyżwy? W jakich butach/płozach jeździ się Pani najlepiej?

Zliczy mi się chyba nie uda, ile par łyżew i płóz wyjeździłam w ciągu mojej kariery. Za naszych czasów buty zagranicznych firm były rarytasem. Swoje pierwsze WIFY rodzice kupili mi, jak miałam 11 lat – używane od dziewczynki z Norwegii, która przyjechała do Warszawy na zawody.

Później byłam już zawodniczką kadry i dostawałam sprzęt regularnie co jeden-dwa sezony. Najbardziej podpasowały mi buty GRAFY oraz płozy GOLD SEAL.

Czy jest jakaś zabawna historia lub przemiłe wspomnienie związane z łyżwiarskim wydarzeniem, które dzisiaj przywołuje Pani z uśmiechem na twarzy?

No cóż, zawsze byłam trochę roztrzepana i dwa razy zdarzyło mi się zapomnieć rzeczy. Pierwszy raz zapomniałam sukienek, kiedy lecieliśmy na moje pierwsze Mistrzostwa Świata Juniorów. Samolot miał tylko międzylądowanie, ale udało nam się go zatrzymać i stewardessa przyniosła nam je.

Druga historia miała miejsce, kiedy lecieliśmy na Mistrzostwa Europy – to były jeszcze czasy specjalnych paszportów, które były w PZŁFie, ale też już można było mieć swoje prywatne w domu.

Pogoda była fatalna, bo wszystkie drogi były oblodzone i z ledwością dojechaliśmy na lotnisko. Przy odprawie stwierdziłam jednak, że nie mam paszportu – byłam przekonana, że lecimy na paszportach związkowych. Moja mama jakimś cudem zdążyła dowieźć paszport z domu.

Żeby dojść do światowego poziomu najlepiej zacząć trenować od małego. Jednak są ludzie, którzy zaczęli stawiać pierwsze kroki na lodzie dosyć późno. Co myśli Pani o dość prężnie rozwijającym się ostatnio w Polsce łyżwiarstwie amatorskim?

Łyżwiarstwo w tej chwili dzieli się na całym świecie na profesjonalne i rekreacyjne. W wielu krajach łyżwiarstwo rekreacyjne jest bardziej popularne niż profesjonalne. Myślę, że to super, że łyżwiarstwo rozwija się w różnych kierunkach i daje możliwość wszystkim do trenowania oraz do startowania na zawodach. Jest to piękne, bo łyżwiarstwo jest naprawdę fantastyczną dyscypliną sportu.

Co lub kto jest Pani inspiracją? Jaka muzyka lub łyżwiarze światowej klasy inspirują Panią do układania programów dla swoich zawodników?

Inspirację staram się czerpać nie z łyżwiarstwa a z tańca, baletu, różnych show tanecznych oraz gimnastycznych. Bardzo lubię muzykę filmową oraz musicale – myślę, że łyżwiarzom dużo łatwiej jest wtedy oddać charakter programu – mogą wcielić się w jakąś postać. Bardzo lubię muzykę charakterystyczną i staram się odchodzić od tej tradycyjnej. Ostatnio bardzo często korzystam z tracków grupy Two Steps from Heaven.

Co do łyżwiarzy, którzy są moją inspiracją, to przede wszystkim Kurt Browning, Gary Beacom – niesamowite możliwości łyżwiarskie obu panów. Co do młodych łyżwiarzy, oczywiście jest to niesamowite jak wielka jest dzisiaj konkurencja, ale bardziej przypomina to zawody w skokach. Nie mogę powiedzieć, że ktoś zapada mi głęboko w pamięci. Oczywiście w tym sezonie Liza Tuktamisheva

Jak wygląda Pani dzień? Co uwielbia Pani robić poza lodowiskiem? Czy uprawia Pani jeszcze jakieś inne sporty? Uprawianie których z nich może przynieść według Pani najwięcej korzyści podczas jazdy na łyżwach?

Pracujemy rano oraz po południu. Prowadzimy zajęcia na lodzie oraz na sucho. W międzyczasie odprowadzamy Marysię do przedszkola, a później zajmujemy się domem, naszym ogrodem oraz sprawami organizacyjnymi. Ja uwielbiam czytać kryminały w wolnym czasie – odstresowują mnie 😉 Mąż uwielbia gry komputerowe. To chyba bardziej domena panów.

Bardzo lubimy chodzić na pływalnie – Marysia uwielbia wodę. Poza tym prowadzimy z mężem zajęcia ogólnorozwojowe, więc pozostajemy cały czas w ruchu wraz z naszymi zawodnikami. Myślę, że łyżwiarstwo jest taką dyscypliną sportu, w której trzeba być świetnym ogólnie fizycznie: potrzebna jest bardzo dobra koordynacja, szybkość, skoczność, gibkość oraz wytrzymałość, dlatego każdy możliwy sport, rodzaj ćwiczeń fizycznych oraz ruchu czy tańca jest jak najbardziej wskazany.

odense

źródło: fanpage Odense Skøjteklub

Chyba dużo czasu poświęca Pani na treningi i sport. Czy Pani mąż również jest trenerem łyżwiarstwa w Odense? Jak się Państwo poznali? Czy możemy spodziewać się, że Państwa córeczka też będzie jeździć na łyżwach zawodowo? 🙂

Tak pracujemy razem i mamy to szczęście, że jesteśmy jedynymi trenerami na tym lodowisku, więc możemy wprowadzać nasze idee i pomysły bez żadnych przeszkód. Poznaliśmy się z mężem w show w Anglii, gdzie razem występowaliśmy. Podobno wcześniej poznaliśmy się na zawodach w Izraelu gdzie startowaliśmy, ale jakoś nie pamiętaliśmy tego zdarzenia :-).

Marysia przychodzi z najmłodszą grupą na zajęcia, ale nie popychamy jej do uprawiania łyżwiarstwa profesjonalnie. Uważamy jednak, że na pewno musi nauczyć się podstaw, bo to wstyd, aby w ogóle nie umiała. A jeśli będzie chciała dalej się rozwijać w łyżwiarstwie – oczywiście będziemy ją w tym wspierać. Myślę jednak, że pływanie lub gimnastyka sportowa jest jej bliższa. Zobaczymy…

Czemu zdecydowała się Pani na wyjazd do Danii? Tęskni Pani czasem za Polską? Jak ocenia Pani tamtejsze warunki treningowe i możliwości rozwoju swoich podopiecznych?

Niestety w Polsce warunki do pracy oraz do trenowania są bardzo słabe. Ciągła walka o lód oraz niezdrowa atmosfera pomiędzy trenerami nie pomaga w pracy. W Danii mamy wraz z mężem pełną swobodę, bo jak wspominałam, jesteśmy jedynymi trenerami na naszym lodowisku. Nie narzekamy również na brak lodu, bo mamy dwie płyty w ciągu sezonu do dyspozycji. Oprócz lodowiska mamy możliwość korzystania z sali gimnastycznej, stadionu, więc zaplecze mamy bardzo dobre. Łyżwiarstwo dopiero rozwija się w Danii, więc mam nadzieję, że uda nam się podzielić naszą wiedzą z naszymi podopiecznymi. Oczywiście tęsknię za Polską i rodziną, ale przecież Dania nie leży na końcu świata, więc często się odwiedzamy

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *