Wywiad z Przemysławem Domańskim 2


Przemyslaw Domanski

Sylwetka: (ur. 27.06.1986 w Warszawie, 182 cm, 72 kg).
Przygodę z łyżwiarstwem figurowym rozpoczął w 1991 r. Już po roku szkolenia wyselekcjonowano go w naborze do klubu RKS Marymont, gdzie rozpoczął współpracę z Anną Hunkiewicz. Zdobył kilka tytułów wicemistrza i mistrza Polski w klasach młodszych, kilkukrotnie zwyciężył w Klubowym Pucharze Europy.
W 2001 r. przeniósł się do Katowic, gdzie trenował pod opieką Marii Domagały w klubie UKŁ SPIN Katowice.

Przez kilka lat swojej kariery juniorskiej i seniorskiej współpracował z uznanym czeskim choreografem Frantiskiem Blatakiem.
Od 2001r. do 2010r. był podporą Reprezentacji Polski. Jego aktualny bilans to cztery tytuły Mistrza Polski Seniorów oraz wielokrotne występy na ważnych imprezach międzynarodowych, w tym Mistrzostwach Europy, Mistrzostwach Świata i Igrzyskach Olimpijskich.

W 2011 zakończył karierę sportową. W latach następnych występował w pokazach i rewiach łyżwiarstwa figurowego.

Ukończył AWF w Katowicach w 2014 roku.

Obecnie jest trenerem w klubie UKŁ Spin Katowice, gdzie zajmuje się szkoleniem przyszłych mistrzów łyżwiarstwa figurowego.

Wywiad

Jak i kiedy zaczęła się Twoja przygoda z łyżwami? Czy pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy założyłeś łyżwy i wszedłeś na lodowisko?

Na szkółkę „Walley” mama zaprowadziła mnie w wieku 5 lat. Tak się zabawnie złożyło, że do treningów łyżwiarstwa figurowego rodziców przekonał lekarz, który stwierdził, że mi źle rosną kości śródstopia i dobrze byłoby gdybym nosił obuwie ortopedyczne (sztywny but), albo trenował sport wymagający noszenia sztywnych butów. Sam nie pamiętam pierwszych chwil na lodzie, ale oglądałem nagrania z kaset VHS. Na pewno lubiłem bawić się w rolbę – czyli szorowałem rękawiczkami taflę, albo zagadywałem prowadzącego 🙂 .

Czy od razu wiedziałeś, że łyżwiarstwem figurowym zajmiesz się zawodowo? Jak myślisz, kim byłbyś dzisiaj / co byś robił gdyby nie łyżwy?

W wieku 5 lat nie myśli się o takich rzeczach, że coś robi się „zawodowo”. Jeżdżenie przynosiło mi dużo zabawy, a to, że wychodziło mi to całkiem nieźle tylko mnie jeszcze bardziej wciągało. Taki trening „zawodowy” to faktycznie zaczął się w wieku około 14-15 lat, bo wtedy przestała to być tylko zabawa i wymagał coraz więcej poświęceń.

Mówiąc szczerze – trochę mi to sobie ciężko wyobrazić. Łyżwy to większość mojego życia i już nie pamiętam, jak to jest żyć bez nich. Miałem kiedyś różne marzenia – policjant, polityk, wojskowy, filozof. Jednak dzisiaj chciałbym się poświęcić tylko temu, aby jako trener zobaczyć jak Polak sięga po medal na mistrzowskich zawodach. Szkoda, że niestety ciężko jest się tylko temu poświęcić…

Jak wspominasz treningi z Anetą Hunkiewicz oraz Marią Domagałą? Jak wyglądał Twój dzień treningowy? Jak ćwiczyłeś poza lodowiskiem? Co było w treningach dla Ciebie najtrudniejsze, a co dziś wspominasz z sentymentem?

Treningi z p. Anetą Hunkiewicz kojarzą mi się z sukcesami pierwszych lat kariery, zarówno na arenie ogólnopolskiej jak i w zawodach międzynarodowych. Natomiast treningi w Katowicach z p. Marią Domagałą kojarzą mi się z ciężką pracą i sukcesami w kategoriach starszych. Trenując w Warszawie jako dziecko, miałem dwa treningi dziennie na lodzie po 1h, do tego dwa razy w tygodniu rytmika potem balet, dwa razy w tygodniu gimnastyka / akrobatyka. Z czasem doszły też zajęcia indywidualne z baletu oraz choreografii na lodzie. Uczestniczyłem też w obozach treningowych w Sankt Petersburgu, gdzie trenowałem m.in. z Alexeiem Mishinem. Trenując w Katowicach więcej czasu poświęcaliśmy na same treningi na lodzie. Współpracowałem na co dzień z baletmistrzem Wladimirem Czernyszoffem, natomiast choreografem moich programów był Frantisek Blatak.

Treningi były trudne zwłaszcza w okresie mojej kariery, kiedy trenowałem już w Katowicach. Jak każdy nastolatek chciałem bawić się z rówieśnikami, a treningi wymagały pełnego zaangażowania. Stały się też fizycznie bardziej wymagające, męczyły więc bardziej. Najtrudniejsze było zachowanie dyscypliny i organizacja czasu, tak aby i móc dużo trenować no i jednak uczyć się.
Z perspektywy czasu, z sentymentem wspominam wszystko 🙂 . Dużo bym dał, aby z tą wiedzą i doświadczeniem jakie mam teraz – mieć znowu 15 lat i móc trenować, móc poczuć te emocje, które towarzyszyły mi na zawodach.

M Domagała i W Czernyszoff

Maria Domagała, Przemysław Domański i Wladimir Czernyszoff

Brałeś udział w Mistrzostwach Świata w Los Angeles, Mistrzostwach Europy w Helsinkach i w Lyonie. Startowałeś w Nicei, Oberstdorfie, Zagrzebiu a w 2010 roku w Vancouver. Wiele podróżowałeś, czy było to dla Ciebie męczące, czy raczej ekscytujące? Który z tych startów wspominasz najlepiej?

Dla mnie zawody były motorem napędowym treningów. Lubiłem ten dreszczyk emocji. Zawody stanowiły podsumowanie wielu tygodni przygotowań. Podróże były mini-bonusem trenowania. Udało mi się zobaczyć kawałek świata. Zwłaszcza na dużych imprezach łatwiej było odnaleźć czas, żeby po prostu pospacerować po mieście i coś zobaczyć. Najlepiej wspominam zasadniczo 3 imprezy:

-Mistrzostwa Świata Juniorów w Kitchener w Kanadzie gdzie zdobyłem 14 miejsce i człowiek czuł, że zbliża się do tej pierwszej dziesiątki.

-Mistrzostwa Europy w Helsinkach w 2009, gdzie zaprezentowałem chyba najlepsze dwa programy w historii moich występów na imprezach Mistrzowskich.

-Mistrzostwa Świata w Los Angeles w 2009 roku i tej euforii radości po zakończeniu konkurencji gdy okazało się, że zakwalifikowałem się do Igrzysk Olimpijskich.

mp 2010

Czy masz jakąś zabawną historię/wpadkę z zawodów/treningów, którą dzisiaj przywołujesz z uśmiechem na twarzy?

Takich wydarzeń było całkiem sporo, ale nie wszystkie nadają się „do druku” 🙂 . Dużo zabawnych „wpadek” zdarzało się w rewiach, w których występowałem po zakończeniu kariery. Zabawne było występowanie na statku, gdy morze było niespokojne. Lodowisko było tam dosyć małe (trudno było się na nim zmieścić nawet w warunkach normalnych), a skoki potrójne trzeba było skakać. W warunkach trudnych dawało to czasem śmieszne efekty. Wyskakiwałem do skoku, a statek akurat nurkował pomiędzy falami więc tafla się obniżyła – zasadniczo udało mi się skręcić 3,5 obrotu w rittbergerze i wylądować prawie zawieszonym w pół na barierce. Scenografia zaczynała jeździć po lodzie, a momentami nawet trudno było utrzymać równowagę.

Inna śmieszna historia: w moim występie miałem taki moment, gdzie wskakiwałem na barierkę i udawałem że chcę pocałować widza. Raz zdarzyło mi się, że widz mnie złapał i chciał pociągnąć w swoją stronę 🙂 .

Jakie elementy w programach były dla Ciebie zawsze Twoim „konikiem”, a których najbardziej się obawiałeś, że mogą nie wyjść na zawodach? Wolałeś skoki, kroki, piruety?

Moim konikiem zdecydowanie były 3 skoki – rittberger, flip i lutz. Piruety też były mocną stroną zwłaszcza pod koniec kariery. Najbardziej obawiałem się axla, toe-loopa i salchowa. Może się to wydawać śmieszne, ale właśnie w tych elementach których zacząłem uczyć się najwcześniej czułem się najmniej pewnie – tu wkradły się błędy w technice, które pomimo później lat pracy w Katowicach ciągle pokutowały i blokowały dalszy rozwój.

Jak odnajdujesz się w roli trenera? Co daje Ci największą satysfakcję, a co jest trudne w trenowaniu młodych łyżwiarzy? Czy brakuje Ci Twoich startów, jak patrzysz gdy Twoi podopieczni występują?

Trenowanie innych wymaga jeszcze więcej cierpliwości niż trenowanie siebie – i właśnie ta konsekwencja w działaniu jest najtrudniejsza. Trudne jest też to, że ma się świadomość, że trzeba by pracować jeszcze więcej tylko nie ma takich możliwości. Trudne jest to, że nie mogę się w pełni tylko temu poświęcić, tylko muszę wykonywać wiele innych zawodów, żeby po prostu się utrzymać. Brakuje mi czasu na analizę i tym samym na ulepszanie metod treningowych, wprowadzanie innowacji i szkolenia.
Największą satysfakcję daje patrzenie jak moi podopieczni po wielu niepowodzeniach w końcu opanowują dany element. Pięknie tę radość oddają zwłaszcza dzieci – uwielbiam patrzeć na te radosne oczy. Lubię też zawody – tutaj też jest ten dreszczyk emocji, bo chciałoby się temu zawodnikowi pomóc, żeby mógł pokazać to, co wypracował na treningach i razem z nim przeżywa się ten występ.

hot ice 2010

Hot Ice 2010

Czy podczas zawodów miałeś okazję poznać bliżej jakiegoś światowego łyżwiarza? Jaki on/ona jest poza lodowiskiem? Czy utrzymujesz jeszcze jakieś inne kontakty z łyżwiarzami z innych krajów?

Zasadniczo miałem okazję poznać wszystkich łyżwiarzy startujących za moich czasów. W końcu nie widzieliśmy się tylko na zawodach – spotykaliśmy się też na co dzień na treningach, w szatniach i hotelach. Z niektórymi również na obozach letnich. Nie wypada obmawiać innych, więc wspomnę tylko o osobach, które wspominam najlepiej. Najlepszy kontakt miałem z Tomasem Vernerem. Miło było również porozmawiać z Stephanem Lambielem – był bardzo naturalny i nie „gwiazdorzył”. Plushenko trzymał dystans, co można zrozumieć, jednak nie można mu zarzucić że był nie miły – zachowywał się normalnie. Miło było się z nimi zobaczyć podczas pokazów „Kings on Ice” w Warszawie w 2015 roku – dawno ich nie widziałem. Zwłaszcza miłym zaskoczeniem było to, że Evgeni poznał mnie po tylu latach – umówmy się, że na zawodach nie mieliśmy zbyt wielkiej styczności ze sobą – to dało takie przyjemne uczucie, że było się częścią tego łyżwiarskiego świata i zostało się zapamiętanym.

163271_178291345545015_7440706_n

Trenujesz też osoby, które zaczynały jeździć na łyżwach w wieku, w którym zawodowcy zazwyczaj kończą lub dawno skończyli swoją karierę sportową. Co poradziłbyś takim osobom? Jaki masz stosunek do łyżwiarstwa amatorskiego?

Uważam, że łyżwiarstwo amatorskie jest potrzebne, bo pozwala na zwiększanie kręgów miłośników tej pięknej dyscypliny sportu. Im więcej osób je polubi tym więcej będziemy mieli potem młodych talentów. Poza tym uważam, że każdy powinien móc realizować własne pasje, bo życie bez pasji jest po prostu nudne.
Osobom rozpoczynającym treningi polecam dużo cierpliwości. Łyżwiarstwo figurowe jest sportem dla osób cierpliwych i pracowitych. Istotne są zwłaszcza podstawy – czyli jazda, jazda i jeszcze raz jazda. Jeśli opanujemy elementy jazdy obowiązkowej w sposób prawidłowy, to bez trudu będziemy wykonywać skoki i piruety. Jest to może stosunkowo mało widowiskowe i żmudne, ale to jak panujemy nad łyżwą i własnym ciałem ma kluczowe znaczenie przy nauce skoków i piruetów. Istotne jest też posiadanie profesjonalnego sprzętu, ale adekwatnego do własnych umiejętności i aspiracji.

Frantisek Blatak

Frantisek Blatak i Przemysław Domański

Jaki był Twój najbardziej udany start? Nie chodzi tu o zajęte miejsce. Mam na myśli uczucie towarzyszące Ci, kiedy skończyłeś ten program – uczucie, że pojechałeś go najlepiej jak mogłeś, że to był Twój najlepszy przejazd. Do jakiej muzyki wtedy jechałeś?

Najlepszy start zanotowałem chyba na zawodach w Galati w Rumuni na Crystal Skate w 2008 roku – udało mi się tam zaprezentować dwa czyste programy i zdobyć pierwszy złoty medal na zawodach międzynarodowych w kategorii seniorskiej.

Natomiast najwięcej satysfakcji przyniosły występy na Mistrzostwach Europy, a potem Świata w roku 2009.

Bardzo dziękuję za wywiad! 

Wszystkie zdjęcia zostały opublikowane dzięki uprzejmości Przemysława Domańskiego.

Zobacz tez
fanpage Przemyslawa Domanskiego na facebooku
oraz sklep ze sprzetem do lyzwiarstwa figurowego prowadzony przez Przemyslawa Domanskiego
EDGE
163147_178289325545217_4882156_n

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Wywiad z Przemysławem Domańskim