sspinKtoś pojechał program nie w tę stronę, ktoś kawałka choreografii zapomniał,  a komuś podarły się rajstopki… Ktoś upadł, komuś coś nie wyszło, zawody się opóźniły, był stres, lód jakby nie trzymał krawędzi, a na warszawski Torwar z Wrocławia było nam tak daleeeko, a do tego zimno i padało…

Dobra, stop!

Ten złowieszczo-zrzędliwy wstęp robił tylko za przyciągacz Waszej uwagi. Narzekanie i wpadki innych to jest to, co podobno kochamy najbardziej.

Jednak My…

amatorzy dwóch płóz, miłośnicy ostrych krawędzi i gładkiego lodu, na przekór stereotypom głoszącym, że jeździć na łyżwach, to najlepiej od maleńkiego, że nie damy rady bez trenera, że nie da się ćwiczyć programu na zawody podczas ogólnodostępnych ślizgawek, udowodniliśmy 4 stycznia, że da się!!! Chcieć to móc, Szczyty należą do wytrwałych a upór czyni cuda i inne motywacyjne hasła nabrały w tym przypadku realnej mocy.

I to lubię najbardziej.

W zawodach brało udział około 80 osób. Na trybunach doliczyć się można było jeszcze raz tyle gorąco dopingującej nas publiczności. Oprócz zawodników z Węgier i Hiszpanii byli oczywiście łyżwiarze, którzy przyjechali do Warszawy z miast takich jak: Lublin, Katowice, Dębica, Elbląg, Wrocław, Opole, Skawina, Gdańsk, Łódź, Toruń, Kraków, Poznań (…)

Wszystkie wyniki zawodów Walley Cup 2015 są dostępne <<TUTAJ>>, a filmy z przejazdów zawodników, udostępnił Walley na yout <<TU>>bie 🙂

Utkwił mi w pamięci jeden z komentarzy, który pojawił się dzień przed zawodami na stronie wydarzenia:

Najważniejsze aby pokonać siebie samego, pojechać najlepszy program ze wszystkich swoich programów i nie obawiać się zbytnio konkurencji…

Myślę, że wielu osobom, które znam doskonale się to udało. Dobrze było odświeżyć stare łyżwiarskie znajomości i obejrzeć wiele dobrych i pomysłowych przejazdów. Bardzo podobał mi się dynamiczny i uśmiechnięty występ Ewy Gruszeckiej z MKŁ Libella Lublin i przejazd uroczej najmłodszej uczestniczki zawodów Małgorzaty Grotskiej, a publiczność w programie interpretacyjnym niewątpliwie podbił Wojciech Teuchman i Andrzej Tomczak– zagorzały fan Legii Warszawa. Piękne były podnoszenia par sportowych, a niektóre zawodniczki zachwycały akrobatyczną postawą i godnym podziwu rozciągnięciem.

Jedną z nagród w zawodach była ciekawa książka o historii łyżwiarstwa figurowego i wyjątkowych osobach, które przyczyniły się do jej rozwoju: „Piruetem przez historię”. Są w niej piękne zdjęcia i między innymi rozmowa z naszą dwukrotną olimpijką Anną Rechnio. Na pewno niedługo poświęcę tej książce wpis.

Tomek robił sporo zdjęć i kręcił kilka filmów z trybun. Chętnie się nimi podzielimy. Jutro wrzucę trochę więcej materiałów. Może ktoś odnajdzie na nich siebie.

Mimo opóźnienia zawodów i lekkiego zamieszania przy rozdaniu nagród udało nam się zdążyć na autobus i dotrzeć bezpiecznie o 4 rano do domu. Dziękuję organizatorom i uczestnikom za wspaniałe wydarzenie. Nie ma to, jak dobrze rozpocząć 2015 rok!

A jakie są Wasze wrażenia z tych zawodów?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Wzloty i wpadki czyli krótka relacja z zawodów łyżwiarskich Walley Cup