Znowu zaczepiałam Głuchych w tramwaju…


Kiedy jadę i widzę jak migają, to nie mogę pozostać obojętna, bo mnie nosi. Zawsze muszę ich zagaić. Zazwyczaj migam „dzień dobry” lub „dobry wieczór”, albo pokazuję międzynarodowy znak Głuchych. Zawsze przyjmują mój gest z uśmiechem i z niekrytym zdziwieniem odpowiadają – tak zwykle zaczyna się rozmowa. Oni są tak ciepli, że nigdy nie kończy się na wymianie dwóch zdań. Dziś przemierzyłam z nimi tylko kilka przystanków, a zdążyliśmy tyyyle omówić, a może raczej przemigać…

Język migowy jest niezwykle ekonomiczny. Minimum znaków, maksimum treści, masa frajdy i mimiki.

Gdy tak nosi moje ciało od lekkoatletyki do jogi, od jogi do tańca, od baletu do łyżew, to i widocznie moje ręce nie mogą pozostać w bezruchu. Niech i one działają, niech służą czemuś więcej, niż tylko nic nie znaczącej gestykulacji, czy pisaniu na klawiaturze i drapaniu się po nosie, niech się komunikują, niech trzepoczą, niech ich palce się krzyżują, niech się wiją i splatają, niech żyją!

Błogosławione ręce które mówią
błogosławione ręce które słyszą.
ręce pracujące na chleb
przerwały krąg milczącej ciszy
wzniosły się wysoko
ponad ludzki śmiech
dały sens życiu głuchych.

30 września obchodzić będziemy Międzynarodowy Dzień Głuchych. Wpadłam na pomysł, że można by zebrać jak największą ekipę osób potrafiących migać i rozmieścić ich w najbardziej widocznych miejscach Wrocławia, niech sobie pogadają, niech język migowy będzie widoczny na ulicy. Jeśli skłoniłoby to choć jednego przechodnia do nauki tego języka, to nie byłaby to stracona akcja. Głusi potrzebują słyszących tłumaczy, aby móc funkcjonować w społeczeństwie, słyszący potrzebują głuchych, aby przekonać się, jak piękny i prawdziwy jest świat ciszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *