Łyżwiarstwo figurowe / Ciekawostki

Czego nie wiedziałeś o filmie „Ice Princess”?

12 Stycznia 2016

Żaden miłośnik łyżwiarstwa nie przeszedł chyba obok tej produkcji obojętnie. Dla niektórych to śmieszna i absurdalna historia o dziewczynie, która głównie dzięki wiedzy dotyczącej praw fizyki jest w stanie bez większego wysiłku czy treningów skoczyć sobie na lodowisku podwójnego flipa. Swoimi wyczynami na lodzie wprawia w osłupienie koleżanki i trenerkę, ale i widzów przed ekranami (o ile są choć trochę zaznajomieni z łyżwiarską rzeczywistością). Dla mnie to jednak wspaniała bajka, która obejrzałam zaraz na początku mojej przygody z łyżwiarstwem figurowym. I kto wie być może dzięki tej produkcji zaczęłam wierzyć, że nawet nie trenując od dziecka można się jeszcze wiele nauczyć? I może nie zawodowo ale amatorsko – wiele w tym sporcie osiągnąć.


O obsadzie słów kilka

W tytułowej roli ambitnej Casey – Michelle Trachtenberg, którą znam głównie z komedii „Eurotrip”. Jej trenerkę zagrała Kim Cattrall. Ona chyba jednak już zawsze pozostanie dla mnie Samanthą Jones z serialu „Seks w wielkim mieście”. W roli komentatorów sportowych w filmie można wychwycić łyżwiarzy: Michelle Kwan i Briana Boitano.


Ciekawostki

 filmwebowego spisu zabawnych i niedopracowanych scen filmu „Eurotrip” wyczytałam, że:

Kiedy Michelle Trachtenberg pierwszy raz grała swoją scenę w bikini, za bardzo potrząsnęła swoimi włosami, dostała zawrotów głowy i wywróciła się.”


Wnioskuję z tego, że w „Ice Princess” musiała mieć niezłą dublerkę. Nie dałaby chyba rady rotować w najprostszym piruecie o obrotach w powietrzu już nie wspominam.
A i jeszcze z ciekawostek: Podobno „staw”, po którym jeździ Casey, jest tak naprawdę prywatnym lodowiskiem (zbudowanym przez Custom Ice inc.).

O krótką recenzję tego filmu poprosiłam Klaudynę Maciąg – autorkę mojego ulubionego w ostatnim czasie lifestylowego bloga.

Filmy Disneya skierowane do nastolatek (choć odpowiednie również dla starszych widzów) mają za zadanie nieść przekaz, który chwyta za serce, podnosi na duchu i popycha do działania. Są odrobinę naiwne i bardzo słodkie, ale jednocześnie wywołują uśmiech na twarzy i zalewają serce ciepłem. „Księżniczka na lodzie” jest typowym przedstawicielem kina tego typu – pokazuje historię dziewczyny, która ma odwagę marzyć i po swoje marzenia sięgać, mimo wielu przeciwności losu.
Casey ma zostać naukowcem – taki przynajmniej plan od wczesnego dzieciństwa przedstawiała jej matka. Wizja pójścia na Harvard zdaje się nie przeszkadzać naszej bohaterce, dopóki nie odkrywa ona w sobie talentu łyżwiarskiego. Nawet bieda nie okazuje się dla niej wielką przeszkodą, bo jak się chce osiągnąć swój cel, to po prostu ciężko się na to pracuje. Trudno jednak walczyć o siebie i swoje marzenia, kiedy jedną z osób podcinających skrzydła jest własna matka. Matka, dla której jedyną wartością jest umysł i wiedza, a nie pomykanie po lodzie w kusej sukience. I tu pojawia się dylemat – czy Casey ma walczyć do upadłego, czy raczej podążać bezpieczną ścieżką, jaką wytyczyła sobie już wiele lat wcześniej?

Jest jakiś banał w całej tej historii, ale nie o innowacyjność chodzi, kiedy stykamy się z kinem tego typu.

W swoim gatunku i swojej kategorii „Księżniczka na lodzie” ma prawo stać się filmem kultowym. Ma w sobie wszystko, co jest ku temu potrzebne – opowiada o pasji, ambicji, problemach międzypokoleniowych, miłości, różnicach społecznych i przyjaźni. Dostarcza mnóstwa emocji – wzrusza i raduje, a przy tym ujmuje autentycznością.

To sympatyczna historia przedstawiona w przyjemnej formie i okraszona świetną muzyką. Idealna propozycja filmowa na każdy czas – niedzielny poranek z rodziną, radosny wieczór z przyjaciółką czy nudne popołudnie z kotem u boku. A dla fanów łyżwiarstwa – pozycja obowiązkowa.

Klaudyna Maciąg
kreatywa.net

Zobacz też:
zwiastun filmu i oczywiście legendarną scenę z finałowym przejazdem Casey: