Łyżwiarstwo figurowe / Ciekawostki

Jak zmienia się Twoje ciało, gdy często jeździsz na łyżwach?

20 Kwietnia 2017

Czyli mięśnie, tatuaże, blizny i haluksy… Kiedy zaczynasz regularnie uprawiać łyżwiarstwo figurowe na początku widzisz tylko pozytywne skutki. Szybkie postępy w nauce elementów, lepsze samopoczucie, ładniejsza sylwetka, pierwszy zarys mięśni tu i ówdzie. To wszystko super, jednak przychodzi też moment, w którym ujawnia się ta ciemniejsza strona częstych treningów…


Zanim zaczęłam moją przygodę z łyżwiarstwem figurowym raczej nie miałam dużo do czynienia ze sportem. Trochę biegałam i chodziłam na jogę, ale większość czasu raczej spędzałam z nosem w książkach. Studia filologiczne zobowiązują.
Gdy odkryłam smykałkę do jazdy na łyżwach, zaczęłam regularnie chodzić na lodowisko, a w lecie pojechałam na mój pierwszy letni obóz łyżwiarski do Sanoka. A tam ostre rozciąganie, tańce, trening wszechstronny i zajęcia imitacyjne. O wycisku na tafli nie wspomnę. Pamiętam, że przez pierwsze kilka dni obozu zakwasy nie pozwalały mi wstać z krzesła, przewrócić się w nocy z boku na bok, a po schodach wchodziłam jakoś bokiem przystając co chwilę na kolejnym schodku.

Jednak szybko przekonałam się, że ruch wyzwala pozytywną energię i radość, a endorfiny porządnie uzależniają. Sport stał się przyjemnością i od tamtej pory wszedł do mojej codzienności na stałe.

Wiadomo, że aby jak najlepiej radzić sobie na tafli, nie można ograniczać się tylko do treningów na lodzie. Trzeba pracować nad swoją kondycją również poza lodowiskiem. Niezbędne jest odpowiednie rozciągnięcie, wytrzymałość, taneczność, skoczność… Naprawdę jest nad czym się pocić. Zwłaszcza, jak się niewiele miało do czynienia ze sportem, kiedy było się dzieckiem.

Ostatnio zastanawiałam się, jak to jest, że w szkole nienawidziłam wf-u, a teraz jestem zapaloną pasjonatką sportu. Znajomi ze szkoły też się dziwią. Koleżanka napisała mi, że pamięta jak wyklinałyśmy pod nosem, kiedy nauczycielka kazała nam biegać po stadionie, a teraz widzi na facebooku, że biegam po 10-20 km dla przyjemności. Myślę, że lekcje wychowania fizycznego w szkole skutecznie odpychają i nie potrafią rozwinąć predyspozycji uczniów. Nie wiem, jak jest dzisiaj, ale zaa mooooich czasów lekcje wf-u to był koszmar. Do siatkówki, koszykówki byłam za niska, w bieganiu za wolna. Szkoda tylko, że żaden ze wspaniałych wuefistów nie zauważył, że owszem może i nie biegałam szybko, ale zawsze byłam mega wytrzymała. Mogłam biec i biec i biec, ale w swoim tempie.

Prawda jest taka, że musi minąć czas i sami musimy w sobie odkryć to, w czym jesteśmy dobrzy i co daje nam radość. Bez przymusu, bez ocen, bez porównywania się do rówieśników. Szkoda tylko, że „na starość” to wszystko jest takie trudne…

Jak to mówi mój kolega: „jak się nie uprawiało sportów za łebka, to teraz się rzeźbi w gów…”. Nieprzyzwyczajone do wysiłku ciało, częstsze kontuzje. Nie osiągnie się już też nie wiadomo jakich szczytów i nie pojedzie na olimpiadę, ale czy to takie ważne? Te wyniki?

Kiedy zaczynasz regularnie uprawiać łyżwiarstwo figurowe na początku widzisz tylko pozytywne skutki. Szybkie postępy w nauce elementów, lepsze samopoczucie, ładniejsza sylwetka, pierwszy zarys mięśni tu i ówdzie. U mnie dodatkowo przez bieganie i za mało rozciągania – bardzo rozrosły się mięśnie czworogłowe uda, a od rurki – barki, bicki i tricki. To wszystko super, ale przychodzi moment, w którym ujawnia się ciemniejsza strona częstych treningów. Dopadają Cię przeciążenia, naciągnięcia, rozstępy.


Oprócz tego - stopy łyżwiarzy cierpią!

Bardzo cierpią! Moje są wiecznie uciśnięte i zamknięte w łyżwach, w rolkach czy w butach podczas biegania. Skutek: nieprzyjemne otarcia, bolesne odciski, przerośnięte kostki.

A zdarzają się też upadki.

Jednym z bardzo popularnych łyżwiarskich urazów jest rozcięcie brody.

Doświadczyłam go niestety całkiem niedawno na własnej skórze. Nie sądziłam, że taka głęboka rana może powstać bez kontaktu z płozą czy nożem (o zgrozo!) tylko przez uderzenie o taflę lodu.

O tym, że akurat to miejsce bardzo często haratają sobie łyżwiarze, dowiedziałam się rozmawiając później ze znajomymi „po fachu”.

„A no ja też miałem 2 lata temu szytą brodę”.

„Moja córka też tak upadła na lodowisku.”

„Ja upadłam na rolkach na brodę, ale tylko zabezpieczyłam stripsami”.
 
 


A więc jak to się stało, że dołączyłam do łyżwiarzy z bliznami na brodach? 

Niedziela, godzina 13:00 ćwiczę na ślizgawce program interpretacyjny na zawody do Krakowa, jadę sobie spokojnie przekładankę tyłem i… do tej pory nie wiem jak to się stało. Po prostu upadłam na twarz. Coś mi chrupnęło w szczęce. Ale pozbierałam się, przejechałam po zębach językiem. Czuję, że są całe. Myślę: spoko, nic się nie stało, jedziemy dalej. Ale widzę krew na tafli. Wytarłam ją rękawiczką, podjechałam do bandy, obróciłam sobie aparat w telefonie, żeby się przejrzeć i zobaczyć co się stało. Ok, rozcięłam brodę, ale co tak dużo tej krwi? Idę do toalety. Patrzę do lustra i prawie mdleję. „Boi się Pani krwi?” Padło potem pytanie w szpitalu. „Nie” – odpowiadam. „Mięsa na wierzchu”.

Jazda karetką do szpitala i tekst pielęgniarza „Ale nie rozumiem, jechała Pani tyłem i upadła do przodu? Pani na tych łyżwach to tak z przypadku?” – bezcenne. 2 szwy i krótka przerwa w treningach. Pozostało mi teraz smarowanie blizny maścią. Będzie pamiątka.

Ale zauważyłam, że zawsze jestem dumna z tych wszystkich śladów na ciele. Tak samo jak podczas treningów pole dance jestem dumna z siniaków. To w końcu dowód ciężkiej pracy, zahartowania, bólu, wytrwałości. Czy jestem świrem? 


Kolejne znaki na ciele łyżwiarzy to coraz częściej tatuaże. One dla odmiany nie są skutkiem intensywnych treningów łyżwiarskich czy dziełem przypadku (choć i tak się czasem zdarza) tylko naszym świadomym wyborem. Z miłości. Z pasji. Z pewności, że jest to coś, co zawsze będzie nam się podobać. Łyżwy, łyżwiarki, łyżwiarstwo figurowe.

Czy robienie tatuażu bolało? Bolało. Zwłaszcza na cienkiej skórze przy łopatkach. A najgorzej cieniowanie. Wibrowanie igły przenikało aż do kości. Jednak bardziej niż tatuowanie bolało mnie gojenie się ran. Przez kilka dni czułam się jakby ktoś mnie przeciągnął plecami po betonie.

A oto ćwiczenia, dzięki którym dosięgałam rękoma mojego tatuażu i mogłam smarować go sobie sama bepanthenem: 

A Wy? Jakie stygmaty na swoim ciele zawdzięczacie łyżwiarstwu figurowemu?